|
 |
Skołowani
Żyjemy w
czasach, w których bycie
coach’em staje się w pełni
profesjonalnym i modnym
zawodem. Roi się od
ekspertów, którzy z
uśmiechem na ustach powiedzą
nam, co jest, a co nie jest
coachingiem. Dostarczą nam
niezbędnej wiedzy,
przynajmniej w teorii – czym
coaching różni się od
terapii, mentoringu,
treningu i czemu musimy im
zapłacić tyle a tyle za
godzinę terningu.
Dominika Górska-Szymañska
Gdzieś w polu widzenia
pojawia się magiczna,
dresowa jarmułka.
Jednocześnie terapeuci z
obawą w oczach (o pieniądze
i klientów, niekoniecznie w
tej kolejności) surowo
zaznaczają, że granica
między coachingiem a terapią
jest płynna. Cóż więcej mogą
zrobić, w oczekiwaniu na
ustawę określającą to, czym
jest, a czym nie jest
psychoterapia. A więc czym
jest ten coaching? Gdzie się
zaczyna, a gdzie kończy?
W poszukiwaniu odpowiedzi
możemy wreszcie udać się do
któregoś z międzynarodowych
stowarzyszeń profesjonalnych
– np. do ICF. Tam z całą
pewnością dowiemy się czym
jest coaching ICF. Dowiemy
się jak zostać coach’em ICF,
jak doskonalić się w
zawodzie coach’a ICF, kto
jest dobry, a kto zły.
Całkiem pożyteczna wiedza.
Oczywiście dowiemy się ile
kosztuje zasmakowanie tej
pewności, choć może nie jest
to znowu tak wiele. Kupujemy
sobie przecież własną,
wygodną strefę komfortu, a w
dzisiejszych czasach, za nic
nie płaci się tyle ile za
bezpieczeństwo i za modę.
Polscy menedżerowie wciąż
jeszcze nie oswoili się z
coachami. Wciąż są oni
postrzegani jako zjawisko
nowe i nieznane i jako takie
budzi sceptycyzm. Za
wyjątkiem tych, którzy
niejednokrotnie zostali
nabici w przysłowiową
butelkę, zawierzając pseudo
– trenerom pseudo –
coachingu. Nie dotyczy to
dużych korporacji, które
jako pierwsze dostrzegły
korzyści płynące z
zatrudnienia dla swoich
menedżerów indywidualnych
trenerów. Choć pojęcie
„coach” jest używane, nie
zawsze jest jasne, kim coach
tak naprawdę jest.
W samych korporacjach
coaching jest również
tematem dość zawoalowanym.
Podobno są osoby coachujące,
są osoby coachowane, ale tak
naprawdę nikt nie chce się
do tego przyznać. Jak
powiedział rzecznik prasowy
jednej z największych firm
telekomunikacyjnych: „Nie
chcemy się afiszować z tym
tematem na zewnątrz i w
mediach”. Z drugiej strony
trudno się dziwić tej ściśle
utrzymywanej tajemnicy, bo w
końcu, który prezes przyzna
się do tego, że jest „prowadzony
za rękę” przy podejmowaniu
większości decyzji lub prosi
swojego coacha, aby
przygotował go do
wystąpienia tak, żeby wypadł
lepiej niż jego poprzednik,
czy konkurencja. Prawda jest
też, że korporacje nie
zawsze zatrudniają osoby
coachujące z zewnątrz.
Zdarza się w wielu dużych
firmach, że coachem staje
się jeden z pracowników. A
wtedy w ramach swoich
dotychczasowych obowiązków,
coachuje swoich kolegów.
Pytanie tylko, jak pracownik
– podwładny może coachowac
swojego szefa?
Zapraszam do lektury
artykułów osób, które o
coachingu wiedzą naprawdę
dużo. A Państwu życzę wyboru
takich coachów, którzy będą
Państwa dobrze coachować, a
nie kołczować.
|