Styczeń 2010 Nr 1

 

 

 

 

Skołowani

 

Żyjemy w czasach, w których bycie coach’em staje się w pełni profesjonalnym i modnym zawodem. Roi się od ekspertów, którzy z uśmiechem na ustach powiedzą nam, co jest, a co nie jest coachingiem. Dostarczą nam niezbędnej wiedzy, przynajmniej w teorii – czym coaching różni się od terapii, mentoringu, treningu i czemu musimy im zapłacić tyle a tyle za godzinę terningu.

 

Dominika Górska-Szymañska

 

Gdzieś w polu widzenia pojawia się magiczna, dresowa jarmułka. Jednocześnie terapeuci z obawą w oczach (o pieniądze i klientów, niekoniecznie w tej kolejności) surowo zaznaczają, że granica między coachingiem a terapią jest płynna. Cóż więcej mogą zrobić, w oczekiwaniu na ustawę określającą to, czym jest, a czym nie jest psychoterapia. A więc czym jest ten coaching? Gdzie się zaczyna, a gdzie kończy?

W poszukiwaniu odpowiedzi możemy wreszcie udać się do któregoś z międzynarodowych stowarzyszeń profesjonalnych – np. do ICF. Tam z całą pewnością dowiemy się czym jest coaching ICF. Dowiemy się jak zostać coach’em ICF, jak doskonalić się w zawodzie coach’a ICF, kto jest dobry, a kto zły. Całkiem pożyteczna wiedza. Oczywiście dowiemy się ile kosztuje zasmakowanie tej pewności, choć może nie jest to znowu tak wiele. Kupujemy sobie przecież własną, wygodną strefę komfortu, a w dzisiejszych czasach, za nic nie płaci się tyle ile za bezpieczeństwo i za modę.

Polscy menedżerowie wciąż jeszcze nie oswoili się z coachami. Wciąż są oni postrzegani jako zjawisko nowe i nieznane i jako takie budzi sceptycyzm. Za wyjątkiem tych, którzy niejednokrotnie zostali nabici w przysłowiową butelkę, zawierzając pseudo – trenerom pseudo – coachingu. Nie dotyczy to dużych korporacji, które jako pierwsze dostrzegły korzyści płynące z zatrudnienia dla swoich menedżerów indywidualnych trenerów. Choć pojęcie „coach” jest używane, nie zawsze jest jasne, kim coach tak naprawdę jest.

W samych korporacjach coaching jest również tematem dość zawoalowanym. Podobno są osoby coachujące, są osoby coachowane, ale tak naprawdę nikt nie chce się do tego przyznać. Jak powiedział rzecznik prasowy jednej z największych firm telekomunikacyjnych: „Nie chcemy się afiszować z tym tematem na zewnątrz i w mediach”. Z drugiej strony trudno się dziwić tej ściśle utrzymywanej tajemnicy, bo w końcu, który prezes przyzna się do tego, że jest „prowadzony za rękę” przy podejmowaniu większości decyzji lub prosi swojego coacha, aby przygotował go do wystąpienia tak, żeby wypadł lepiej niż jego poprzednik, czy konkurencja. Prawda jest też, że korporacje nie zawsze zatrudniają osoby coachujące z zewnątrz. Zdarza się w wielu dużych firmach, że coachem staje się jeden z pracowników. A wtedy w ramach swoich dotychczasowych obowiązków, coachuje swoich kolegów. Pytanie tylko, jak pracownik – podwładny może coachowac swojego szefa?

Zapraszam do lektury artykułów osób, które o coachingu wiedzą naprawdę dużo. A Państwu życzę wyboru takich coachów, którzy będą Państwa dobrze coachować, a nie kołczować.

 

 

 

Home : O nas  : Reklama : Prenumerata : Archiwum : Kontakt

ASAO 2008