M  PAŻDZIERNIK  2008, Nr 10

 

 

 

 

Inwestorze, martw się sam

W ubiegłym roku, kiedy na rynkach akcji szaleńcza hossa zbliżała się do końca, Polacy zachłysnęli się giełdą, lokując gigantyczne kwoty w funduszach akcji. Było to też zasługą potężnej machiny marketingowej, sugerującej wręcz, że akcje są całkiem niezłą maszynką do zarabiania pieniędzy. Zapomniano o ostrzeżeniach przed możliwym ryzykiem, na co później zwróciła uwagę Komisja Nadzoru Finansowego - niestety za późno.

Marek Rogalski


 Spekulacyjny bąbel na giełdach pękł z okazji rozpoczęcia nowego, globalnego cyklu koniunkturalnego -być może nawet kilkuletniego spowolnienia gospodarczego, które finalnie może doprowadzić do ponownego zniechęcenia giełdowymi inwestycjami, za sprawą sporych strat uczestników akcyjnych funduszy. Zresztą te już teraz nie są małe, a branża od kilku miesięcy odnotowuje odpływ kapitałów i klientów. Ci zdenerwowani na swoich doradców, bo rzadko na samych siebie, wpadają w kolejne pułapki. Przed wakacjami bardzo modne były inwestycje na rynkach surowców, które przedstawiano jako nową mekkę dla światowych spekulantów. Zwyżki cen ropy, miedzi, czy pszenicy o kilkadziesiąt procent rzeczywiście mogą być imponujące, ale tylko na papierze. Prawdopodobieństwo powtórzenia takiego wyniku w przyszłości nie jest duże - bo każdy rynek wymaga korekty. A nieśmiertelna i ponoć dość prosta zasada każdego inwestora mówi - kupuj w okolicach dołków, a sprzedawaj na górkach. Tylko czemu tak naprawdę jest taka trudna! Odpowiedź tkwi w naszej psychice i niestety, ale niskim poziomie naszej edukacji dotyczącej mechanizmów rynku kapitałowego. Wolimy zaufać doradcom i tak naprawdę na nich wymuszamy nasze oczekiwania. Nie chcemy słyszeć o możliwym ryzyku, bo przecież wszyscy na około zarabiają, a rynek wciąż idzie do góry. Z kolei, kiedy nastroje są ponure, a nagłówki gazet piszą o niekończącym się okresie dekoniunktury, która trwa już od jakiegoś czasu, wolimy inwestować w bezpieczne instrumenty, niezależnie od faktu, iż zyski nie będą duże.

 

(Cd. w numerze)

 

Home : O nas  : Reklama : Prenumerata : Archiwum : Kontakt

ASAO 2008