M Maj 2009,
Nr 5
 |
Jak
szkolić w kryzysie?
Nie da się
ukryć, kryzys nadszedł, jego
skutki zaczniemy odczuwać
coraz mocniej. W poprzednim
kryzysie rynek ciął reklamy.
Obecnie mamy już
doświadczenie i tniemy
raczej to co niewidoczne dla
rynku – reklama być musi, a
bez szkoleń przez rok można
się jakoś obejść. Klient
tego nie widzi. Nie jest
jednak aż tak źle.
dr Marek Skała
Branża szkoleniowa ma EFSy,
czyli jest szansa, że
przetrwa skutki kryzysu
znacznie lepiej, niż wiele
innych branż. Może się
jednak okazać, że mimo
dostępnych środków – nie
będzie kogo szkolić. W
sytuacji zwolnień, mniejszej
ilości pracy, spadku obrotów,
zysków i pensji entuzjazm
firm i ich pracowników do
szkolenia się może być
niewielki. Efekty
szkoleniowe w sytuacji
dużego oporu i stresu
pracowników mogą być marne.
Podobny problem może
dotyczyć szkoleń otwartych –
już dziś pocztą mailową
można dostać zaproszenie na
rozmaite szkolenia, których
najważniejszą cechą jest to,
że są… za darmo, lub prawie
za darmo. Taka łapanka
bierze się m.in. z
konieczności przekroczenia
progu 500 tys. zł. PARP
uważa, że przy mniejszych
projektach zbyt dużo
kosztuje obsługa projektu w
stosunku do korzyści
merytorycznych. Chcąc więc
uzyskać dotację trzeba
zaplanować projekt powyżej
progu, a to rodzi pytanie –
jak potem pozyskać dużą
grupę ludzi do przeszkolenia
w formie otwartej. Można
mniejszą, ale wtedy projekt
szkoleniowy musi być dłuższy.
Cokolwiek zdecydujemy –
zdobycie na otwarte
szkolenia 500 ludzi na 2 dni,
czy 50 ludzi na 20 dni –
będzie trudne. Tym bardziej,
że często tematyka szkoleń
jest ustalana „pod PARP”, a
potencjalni beneficjenci są
w fazie projektu „wirtualni”.
Jednak nie ma co narzekać –
najważniejsze, że środki są.
Jeśli mądrze je wykorzystamy,
będzie to korzystne i dla
uczestników szkoleń i dla
samych firm szkoleniowych.
(Cd w numerze)
|