M  LISTOPAD  2008, Nr 11

 

 

 

Nadeszła era strachu

 

Pojawiające się opinie, porównujące obecny kryzys z tym, który miał miejsce w latach 30-tych ubiegłego wieku, przestają być bezpodstawne. Tak silnej przeceny obejmującej wszystkie klasy aktywów z wyjątkiem amerykańskiego dolara, nie obserwowaliśmy od dawna. W momencie, kiedy wycena akcji powróciła do poziomu sprzed kilku lat, podważając sens długoterminowego inwestowania, a wartość pieniądza wielu krajów, w tym także Polski, uległa silnej przecenie, pojawia się strach. I pytanie o przyszłość, która okazuje się być… wielką czarną dziurą. Dokąd, zatem podążają rynki finansowe?

 

Marek Rogalski

 

Wszystko zaczęło się w USA od nieodpowiedzialnych dyrektyw zezwalających na udzielanie pożyczek hipotecznych tym, którzy nigdy nie powinni ich dostać. Każda iluzja szczęścia jest fałszywa – przerabiano to wiele razy, ale niektórzy wciąż myślą inaczej. Sprytni bankowcy w pogoni za jeszcze większymi zyskami, poprzez wykorzystanie zdobyczy inżynierii finansowej sprzedawali owe „trefne” z założenia zobowiązania innym, którzy nieraz nie byli świadomi zagrożenia (złe kredyty mieszano z dobrymi, dzięki czemu można było uzyskać za nie całkiem przyzwoite noty od działów ryzyka). W efekcie siłą rzeczy za błędy Amerykanów prędzej, czy później musiał zapłacić cały świat. Jednocześnie ostatnie 20 lat było erą dynamicznego rozwoju instrumentów pochodnych, a na porządku dziennym były inwestycje oparte o tanie finansowanie w jenach, czy szwajcarskich frankach. Biznes kwitł, a wszyscy byli zadowoleni, myślami goniąc za jeszcze większymi stopami zwrotu, bez zwracania uwagi na kontrolę ryzyka. Pojawiające się czasami przestrogi o gigantycznej, globalnej bańce spekulacyjnej były ignorowane, co zresztą staje się już charakterystyczną cechą dla stanów przed silnymi załamaniami.

 

(Cd. w numerze)

 

 

Home : O nas  : Reklama : Prenumerata : Archiwum : Kontakt

ASAO 2008