|
Nadeszła
era strachu
Pojawiające się opinie,
porównujące obecny kryzys z
tym, który miał miejsce w
latach 30-tych ubiegłego
wieku, przestają być
bezpodstawne. Tak silnej
przeceny obejmującej
wszystkie klasy aktywów z
wyjątkiem amerykańskiego
dolara, nie obserwowaliśmy
od dawna. W momencie, kiedy
wycena akcji powróciła do
poziomu sprzed kilku lat,
podważając sens
długoterminowego
inwestowania, a wartość
pieniądza wielu krajów, w
tym także Polski, uległa
silnej przecenie, pojawia
się strach. I pytanie o
przyszłość, która okazuje
się być… wielką czarną
dziurą. Dokąd, zatem
podążają rynki finansowe?
Marek Rogalski
Wszystko zaczęło się w USA
od nieodpowiedzialnych
dyrektyw zezwalających na
udzielanie pożyczek
hipotecznych tym, którzy
nigdy nie powinni ich dostać.
Każda iluzja szczęścia jest
fałszywa – przerabiano to
wiele razy, ale niektórzy
wciąż myślą inaczej. Sprytni
bankowcy w pogoni za jeszcze
większymi zyskami, poprzez
wykorzystanie zdobyczy
inżynierii finansowej
sprzedawali owe „trefne” z
założenia zobowiązania innym,
którzy nieraz nie byli
świadomi zagrożenia (złe
kredyty mieszano z dobrymi,
dzięki czemu można było
uzyskać za nie całkiem
przyzwoite noty od działów
ryzyka). W efekcie siłą
rzeczy za błędy Amerykanów
prędzej, czy później musiał
zapłacić cały świat.
Jednocześnie ostatnie 20 lat
było erą dynamicznego
rozwoju instrumentów
pochodnych, a na porządku
dziennym były inwestycje
oparte o tanie finansowanie
w jenach, czy szwajcarskich
frankach. Biznes kwitł, a
wszyscy byli zadowoleni,
myślami goniąc za jeszcze
większymi stopami zwrotu,
bez zwracania uwagi na
kontrolę ryzyka. Pojawiające
się czasami przestrogi o
gigantycznej, globalnej
bańce spekulacyjnej były
ignorowane, co zresztą staje
się już charakterystyczną
cechą dla stanów przed
silnymi załamaniami.
(Cd. w numerze)
|