M Kwiecień 2009,
Nr 4
 |
Od
przypadku do sukcesu
Z dr. hab.
Krzysztofem Rybińskim,
partnerem w Ernst & Young, w
latach 2004-2008
wiceprezesem NBP, rozmawia
Rita Schultz
Jest Pan jednym z
najlepiej wykształconych
komentatorów rynku
finansowego i specjalistów
od rynku finansowego. Co
Panem kierowało, żeby wybrać
taką właśnie ścieżkę kariery?
Ambicja, chęć rywalizacji,
czy myśl o przyszłości i
karierze naukowej?
Przypadek.
Dlaczego przypadek?
Przypadek, dlatego że ja nie
planuję sobie życia i
większość rzeczy, które mi
się przydarzyły to był
przypadek. Przypadkowo
dostałem pracę w Japonii,
gdzie pracowałem przez ponad
rok. Gdy jako świeżo
upieczony maturzysta
jechałem na Politechnikę na
Wydział Mechaniki i
Energetyki i Lotnictwa,
spotkałem kolegę w tramwaju,
który wybierał się na
matematykę na Uniwersytecie
Warszawskim. Powiedział „jedź
ze mną, podobno tam jest
fajnie”, no i zdecydowałem
się na Wydział Matematyki i
Informatyki. Następnie
przypadkowo trafiłem na
ekonomię, to był rok 1987 i
u profesora Maciejewskiego
eksperymentalnie omawiali
zachodni podręcznik ekonomii,
spodobało mi się.
Nie planowałem dziesięć lat
temu, że zostanę doktorem
habilitowanym czy profesorem,
nie planowałem rok temu, że
dzisiaj będę pracował nad
kilkoma strategicznymi dla
kraju projektami w Ernst &
Young. Przypadek.
Ale już praca doktorska i
praca habilitacyjna wymaga
jednak planowania prawda?
Zwłaszcza, że Pan to zrobił
na różnych kierunkach.
Tak. To jest nawiązanie do
dobrych standardów na
świecie, które nie są w
Polsce przestrzegane, a
nawet są tępione w
dziedzinie ekonomii, co moim
zdaniem jest skandalem, i co
na szczęście ma ulec zmianie
dzięki determinacji pani
minister Kudryckiej.
Chodzi o to, żeby człowiek
nauki otrzymywał stopnie
naukowe na różnych
uczelniach, żeby uniknąć
efektu robienia kariery
wśród swoich.
Trzeba się zweryfikować
naukowo na innej uczelni,
dlatego też zdecydowałem, że
nie będę kolejnego stopnia
naukowego zdobywał na
Uniwersytecie Warszawskim (trzy
wystarczą), tylko na innej
uczelni, żeby się
zweryfikować – pozytywnie,
jak widać.
Kiedy zacząłem pisać książkę
o globalizacji, to nie
pisałem jej po to, żeby
zrobić habilitację, tylko w
trakcie pracy w NBP z ponad
setką świetnych ekonomistów
wspólnie dostrzegliśmy to,
co się dzieje na świecie, a
o czym w Polsce w ogóle nie
dyskutowaliśmy. Dlatego
powstała ta książka. Gdy
zobaczyli ją profesorowie
Andrzej Sławiński i Andrzej
Wojtyna, to zasugerowali,
żebym zrobił habilitację. No
i zrobiłem.
(Cd. w numerze)
|